Ks. mgr  Mieczysław Ochtyra

Pierwszy Rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Płocku 
posługujący w latach 2000 – 2011

Urodziłem się 21 sierpnia 1943 roku we wsi Pękowo, parafia Przewodowo koło Pułtuska, w diecezji płockiej. Szkołę podstawową ukończyłem w rodzinnej miejscowości, szkołę średnią – Liceum Ogólnokształcące – w Pułtusku. Po uzyskaniu matury wstąpiłem do Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku. Po ukończeniu studiów filozoficzno-teologicznych 18 czerwca 1961 roku otrzymałem święcenia kapłańskie  w  Ciechanowie z rąk ówczesnego pasterza Diecezji – ks. bp. Bogdana Sikorskiego. Po czterech wikariatach (w Baboszewie pracowałem 9 lat) z rąk tegoż samego biskupa otrzymałem probostwo w parafii św. Mikołaja w Ciemieniewku koło Ciechanowa.

Po 12-letnim proboszczowaniu 23 sierpnia 1993 roku bp Zygmunt Kamiński skierował mnie do Płocka, do kaplicy Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, gdzie zostałem kapelanem sióstr i otrzymałem misję szerzenia i głoszenia orędzia Bożego Miłosierdzia. 30 kwietnia 2000 roku bp Stanisław Wielgus kaplicę sióstr podniósł do rangi diecezjalnego Sanktuarium, a mnie mianował pierwszym rektorem tegoż Sanktuarium. Ukończyłem Prymasowski Instytut Życia Wewnętrznego i Teologii Praktycznej na Akademii Teologii Katolickiej (filia w Płocku).

Bardzo cenię sobie posługę spowiednika, kierownika duchowego i rekolekcjonisty mogącego głosić miłosierdzie Boże w Polsce i za granicą. Kocham książki, szczególnie literaturę piękną i historię. Znam bardzo dobrze Dzienniczek św. Faustyny,  do  którego często się odwoływałem się w codziennie głoszonych w Sanktuarium homiliach.

Moja przygoda z miłosierdziem Bożym i św. Siostrą Faustyną rozpoczęła się pod koniec lat siedemdziesiątych. Już wtedy, może nie systematycznie, odmawiałem Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Nauczyłem się jej od sióstr szarytek. W 1981 roku przeczytałem po raz pierwszy Dzienniczek Siostry Faustyny (wówczas jeszcze nie wyniesionej do chwały ołtarzy). Przeczytałem, ale bez specjalnego zainteresowania. Kiedy 23 sierpnia 1993 roku przybyłem do kaplicy Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, zacząłem wchodzić w tajemnicę Bożego miłosierdzia. Trwała już peregrynacja obrazu  Jezusa  Miłosiernego.  A ja czytałem Dzienniczek i książki oraz różne opracowania poświęcone orędziu Bożego Miłosierdzia. I otwierały mi się oczy duszy, i rodził  się  zachwyt i zdumienie. I coraz  to  nowe  odkrycia w Dzienniczku – najpierw błogosławionej, a potem świętej Siostry Faustyny.

Każdego dnia oprócz słowa Boga, czytałem Dzienniczek. Przeczytałem go już „n” razy, jest cały dosłownie "zaczytany", zakreślony różnymi kolorami. Żyję nim na co dzień. A gdy mi trudno, czytam, co Jezus powiedział do Siostry Faustyny: Czyń, co chcesz, rozdawaj łaski, jak chcesz, komu chcesz i kiedy chcesz (Dz. 31). Wierzę, że ona u Jezusa wiele może. To przecież ją Jezus Miłosierny wybrał na Apostołkę i Sekretarkę swojego Miłosierdzia. A ona obiecała, że z chwilą jej śmierci jej posłannictwo dopiero naprawdę się zacznie (por. Dz. 281).

Święta Siostra Faustyna uczy mnie i każdego czciciela Bożego Miłosierdzia wspaniałej, ale niewątpliwie trudnej cnoty ufności, szczególnie w sytuacjach granicznych. Każdy z nas w oczach Bożych jest bezcenny, kochany, godzien miłości i miłosierdzia. Jezus nikogo nie przekreśla, nie stawia przysłowiowego krzyżyka (por. Dz. 1448). On zawsze czeka na nas ze swoją łaską i przebaczeniem w sakramencie przebaczenia. Zawsze jesteśmy w przestrzeni Jego serca i Jego miłości. O, jak droga Mi jest dusza twoja. Zapisałem cię na rękach swoich i wyryłaś się głęboką raną w sercu Moim (Dz. 1485).

Nie trzeba chyba dodawać, że moja obecność i posługiwanie w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia przesiąknięta jest świadomością, że jest to miejsce pierwszych objawień Jezusa Miłosiernego. Nazywam je zresztą Betlejem orędzia Bożego Miłosierdzia.